

Fotografuję a, czy mogło być inaczej? Mogło. Na początku lat dziewięćdziesiątych, jako gówniarz, kilkoma przypadkowymi ruchami naprawiłem naciąg filmu w Praktice mojego taty. To było super, bo chciałem być jak on. Był wtedy laborantem, fotografem, kupcem i sprzedawcą. Od razu pokochałem dźwięk migawki, pokrętła, zapach chemii i filmu, patrzenie na świat przez wizjer, uwiecznianie czegoś ulotnego i pokazywanie innym, co sam widziałem – to była magia, science fiction.
.
Mam teraz 39 lat i byłem sprzedawcą w kiosku, sprzątaczem, grafikiem, kelnerem, barmanem, agentem nieruchomości, kierowcą, kurierem, handlowcem, tłumaczem, specjalistą DDD, fotografem ślubnym, pracownikiem magazynowym i sklepowym, tworzyłem strony WWW i fotografowałem produkty, edytorem, operatorem, konsultantem, sprzedawałem też cyfrę+ door to door i roznosiłem ulotki. Ciekawe, że musiałem zatoczyć tak wielkie koło, żeby zostać kimś, kim chciałem być 30 lat temu. I choć nie ma już migawki i zapachu chemii też nie ma, to fascynacja została. Zaskakujące, jak wiele umiejętności nabytych podczas moich niezliczonych karier ma wpływ na tak wiele aspektów mojej pracy jako fotografa wnętrzarskiego.
.
Nigdy nie miałem ciśnienia na stałą karierę, która jest też życiową pasją. Udało się i mam zaciesz. Jaram się też faktem, że nie muszę pisać „na przekór wszystkim”, bo wszyscy wierzyli i nikt nie pospieszał. Żółwie tempo to też tempo.